Odgłosy strzałów wciąż niosły się po lesie, oddalając się coraz bardziej od obozowiska piratów. Po krótkiej walce indiańskie plemię tryumfalnym okrzykami ogłosiło zwycięstwo. Potem padł jeszcze jeden strzał i zapadła cisza.

— No i po walce — powiedział Katalończyk, który przysłuchiwał się zajściu z niepokojem. — Ani mi się śni bronić gubernatora, dla którego palcem bym nie kiwnął, ale moi rodacy to zupełnie inna bajka...

— Pewnie chciałbyś wiedzieć, co się z nimi stało, prawda? — zapytał Czarny Korsarz.

— Tak, kapitanie.

— A ja bym raczej chciał wiedzieć, czy mój śmiertelny wróg żyje, czy nie — odpowiedział pirat ponurym tonem. — Dasz radę nas poprowadzić?

— Panują ciemności, panie, ale...

— Ale?

— Możemy zapalić niektóre gałęzie drzew kauczukodajnych.

— I skierować na nas w ten sposób uwagę Indian.

— To prawda, panie.