— Kto taki, panie? — zapytał Carmaux.

— Indianie.

— Wzięli nogi za pas i uciekli, zanim dałem im skosztować ołowiu z mojego muszkietu.

— A te krzyki i strzały? Nie słyszysz? O, kolejne trzy!

— To w środku lasu toczą się jakieś walki — powiedział Katalończyk. — Indianie zaatakowali białych ludzi, panie.

— Gubernatora i jego oddział?

— Tak sądzę.

— Byłbym bardzo niepocieszony, gdyby to oni go zabili.

— Ja też, bo nie mógłbym przecież odpłacić za otrzymane cięgi umarlakowi, ale...

— Cicho bądź!