— Flet Moko — odparł uśmiechnięty Carmaux.
— Kim jest Moko?
— To Murzyn, który pomógł nam w ucieczce. Jego szałas stoi w tym zagajniku.
— Dlaczego gra?
— Zapewne zajęty jest hipnotyzowaniem swoich węży.
— Czyżby był zaklinaczem tych gadów?
— Zgadłeś, kapitanie.
— Ale ten flet może nas zdradzić.
— Zabiorę mu go, a węże wyślemy na wycieczkę po dżungli.
Czarny Korsarz gestem dłoni nakazał im iść dalej, ale dobył szabli na wypadek przykrej niespodzianki. Carmaux zdążył już zniknąć w zaroślach. Szedł ostrożnie ledwie widoczną w gąszczu ścieżynką, aż nagle zatrzymał się, wydając z siebie okrzyk, w którym zdziwienie mieszało się z obrzydzeniem.