Pirat uchwycił się wiszącej nad jego głową gałęzi i zaczął skakać szybciej.
Zwierzęciu zaś wcale a wcale nie przypadło do gustu to bujanie, a swoje niezadowolenie okazywało coraz głośniejszym prychaniem i miauczeniem.
W obawie przed utratą równowagi i upadkiem pruło gałąź pazurami, szukając miejsca, którego mogłoby się uczepić. Jego rozbiegane spojrzenie zdradzało silny strach.
Obawiając się, że nie spadnie wcale na cztery łapy, kot zdecydował się na groźny i ryzykowny ruch. Nastroszył się, przyczaił i jednym susem przeleciał nad głową Katalończyka na znajdującą się pod nim gałąź, po czym skoczył w kierunku pnia, po którym zamierzał zbiec na sam dół.
W tej samej chwili Afrykańczyk zamachnął się z całej siły i uderzył kolbą muszkietu skaczące zwierzę, które ogłuszone ciosem spadło na ziemię martwe.
— Nie żyje? — zapytał Carmaux.
— Nawet nie zdążył zajęczeć z bólu — odparł z uśmiechem Moko.
— To był jaguar? Coś mi się wydaje za mały jak na przedstawiciela tych krwiożerczych bestii.
— Niepotrzebnie się bałeś — powiedział Afrykańczyk. — Wystarczyło zdzielić go solidnie w łeb kijem.
— Powiesz mi w końcu, co to za zwierzę?