— Rozciąga się aż po Gibraltar.

— Ile czasu zajmie nam jego pokonanie? Chciałbym znaleźć się w Gibraltarze, zanim tam dotrze Franciszek l’Olonnais.

— Powinniśmy pokonać las w cztery czy pięć dni.

— Damy radę dotrzeć na czas — powiedział Czarny Korsarz, jakby rozmawiał sam ze sobą. — Byłoby dużą nieostrożnością wyruszyć teraz w dalszą drogę.

— Indianie nie oddalili się jeszcze wystarczająco, kapitanie. Radziłbym spędzić dzisiejszą noc na drzewie.

— A tymczasem Van Gould będzie coraz dalej...

— Jestem pewien, mój panie, że w bagnistym lesie go dogonimy.

— Obawiam się, że on może dotrzeć do Gibraltaru przede mną. I że znów wymknie mi się z rąk.

— Jak już będę w mieście, wtedy nie spuszczę go z oczu ani na chwilę. Trudno, żebym zapomniał o tych dwudziestu pięciu razach, którymi poczęstowano mnie na jego rozkaz.

— Co chcesz przez to powiedzieć? Co to znaczy „jak już będę w mieście”?