— Że przekroczę bramy Gibraltaru przed wami i że dopilnuję, żeby ci nie uciekł.

— Jakim cudem wejdziesz do twierdzy?

— Mój panie, z całym szacunkiem, ale jestem Hiszpanem — odpowiedział z nutką powagi w głosie Katalończyk.

— I co w związku?

— Mam nadzieję, że pozwolisz mi umrzeć u boku moich kamratów i że nie zmusisz mnie, żebym walczył z tobą przeciwko Hiszpanii.

— Czyli jednak nie zmieniłeś zdania i nadal chcesz bronić Gibraltaru...

— Wziąć udział w jego obronie, kapitanie.

— Życie ci niemiłe?! Dobrze wiesz, że wszystkich Hiszpanów z Gibraltaru czeka śmierć.

— Owszem, ale przynajmniej umrą z bronią w ręku, broniąc chwały i flagi swojej dalekiej ojczyzny — powiedział Katalończyk ze wzruszeniem w głosie.

— To prawda, jesteś uczciwym człowiekiem — odpowiedział Czarny Korsarz i westchnął. — A zatem dobrze: wejdziesz do fortu, zanim piraci zaatakują miasto i będziesz walczyć u boku swoich rodaków. Van Gould jest Flamandczykiem, ale Gibraltar należy do Hiszpanów.