— Widzę. Gwiazdy — odparł na to zapytany wojak.

— Ale ja cię pytam, czy wampirów nie widzisz?

— Jeszcze za wcześnie. Opuszczają swoje schronienia dopiero, kiedy ludzie i zwierzyna smacznie śpią i głośno chrapią.

— Jak one wyglądają? — zapytał Van Stiller.

— To wielkie nietoperze o podłużnych i smukłych pyskach, mają wielkie uszy, miękką sierść, czerwono-czarną na grzbiecie i żółto-czarną na brzuchu, a ich skrzydła mają rozpiętość piętnastu cali.

— I mówisz, że wysysają krew?

— Nawet nie poczujesz, jak cię ukłują.

— A co, jeśli taki nietoperz się na nas rzuci?

— Ja się nie boję, całej nocy by było trzeba, żeby wyssać ze mnie krew, i skończyłoby się na jednym niewielkim ukłuciu, w dodatku pożytecznym, zważywszy na klimat. Ale prawdą jest, że zadawane przez nich rany goją się bardzo długo.

— Ale ten twój kamrat przez takie ukłucie poszedł do Abrahama na piwo — skonstatował Carmaux.