— Nareszcie! — wykrzyknął, stanowczym gestem dobywając szabli.

— Do stu piorunów! — wykrzyknął Van Stiller. — Coś mi się zdaje, że już ich mamy.

— Miejmy nadzieję, że teraz nam się już nie wywiną — odpowiedział Carmaux. — Zwiążemy ich jak salami, w przeciwnym razie znów będziemy musieli się za nimi uganiać z wywieszonym jęzorem.

— Ten strzał padł w odległości nie większej niż pól mili od nas — powiedział Katalończyk.

— Zgadza się — odpowiedział Czarny Korsarz. — Morderca moich braci za kwadrans będzie mój.

— Panie, mam dla ciebie radę — powiedział Katalończyk.

— Zamieniam się w słuch.

— Proponuję urządzić zasadzkę.

— A dokładniej?

— Zaczaić się w leśnym gąszczu, wziąć ich z zaskoczenia i zmusić ich, żeby się poddali, wtedy obejdzie się bez rozlewu krwi. Ich pewnie jest siedmiu lub ośmiu, nas tylko pięciu, w dodatku wszyscy skrajnie wycieńczeni.