— Nie gorzej niż my Tortugę.
Czarny Korsarz odwrócił się w kierunku Murzyna i podziwiając w milczeniu jego imponującą muskulaturę, rzekł jakby do siebie:
— Tak, takich ludzi właśnie mi trzeba.
Następnie wszedł do szałasu i rozejrzał się po jego wnętrzu. Zauważył stojące w kącie splecione z gałęzi krzesło, usiadł na nim i na powrót pogrążył się w zadumie.
Tymczasem Murzyn pośpieszył przygotować posiłek, na który złożyły się różne smakołyki: placuszki z manioku, rodzaju mąki otrzymywanej z zawierających trujące substancje bulw, które po starciu i odciśnięciu soków tracą swoje szkodliwe właściwości; owoce gravioli, kształtem przypominające szyszki, skrywające pod kolczastą skórką biały, smakowity miąższ o kremowej konsystencji; tuziny pachnących bananów zwanych „złotymi”, mniejszych od tych tradycyjnych, ale smaczniejszych i pożywniejszych.
Jakby jeszcze tego było mało, Moko uraczył gości tak zwanym pulque, sfermentowanym napojem powszechnie pozyskiwanym z agawy, serwując go w wydrążonej dyni.
Trzej piraci, którzy podczas nocnej wędrówki niczego nawet nie przegryźli, najedli się teraz do syta, nie zapominając przy tym o nakarmieniu więźnia. Po jedzeniu wyciągnęli się wygodnie na świeżo naciętych liściach, które Moko specjalnie dla nich zniósł do szałasu, po czym zasnęli snem tak spokojnym, jakby znajdowali się w najbezpieczniejszej na świecie kryjówce.
Sam Moko tymczasem mocno związał powierzonego jego pieczy jeńca i zaczął pełnić wartę.
Przez cały dzień żaden z piratów się nie poruszył, lecz gdy tylko zapadły ciemności, Czarny Korsarz ocknął się raptownie.
Był bledszy niż zwykle, a jego czarne oczy płonęły ponurym blaskiem.