— Teraz bez obaw możesz podejść bliżej, biały bracie. Jesteś sam?

— Nie, przyprowadziłem ze sobą kapitana mojego statku, brata Czerwonego Korsarza.

— Czarnego Korsarza? On tutaj? No to Maracaibo ma się czego obawiać!

— Posłuchaj mnie, czarny bracie, chcemy cię prosić o kolejną przysługę: pozwól nam skorzystać z twojego szałasu. Możesz liczyć na naszą wdzięczność.

W tej chwili nadszedł Czarny Korsarz wraz z Van Stillerem prowadzącym jeńca. Pozdrowił Murzyna skinieniem dłoni, po czym wziął na stronę Carmaux i zapytał:

— To ten człowiek pomógł ci w ucieczce?

— Tak, panie kapitanie.

— Nienawidzi Hiszpanów?

— Tak samo jak my.

— Zna Maracaibo?