— Zaczekają z pościgiem do świtu — skonstatował Carmaux.
— Masz rację — odpowiedział Czarny Korsarz przytłumionym głosem.
— Do pioruna! Szczęście za bardzo sprzyja temu łotrzykowi!
— A może nawet sam diabeł we własnej osobie!
— Albo i jedno, i drugie. Bo to już drugi raz wymknął nam się z rąk.
— I co więcej, role się odwróciły — myśliwy stał się zwierzyną — dodał hamburczyk.
— To się jeszcze okaże — powiedział Carmaux. — Jesteśmy wciąż wolni, a poza tym mamy czym się bronić — dodał.
— Jak się niby chcesz bronić, kiedy cała załoga tej karaweli przypuści szturm? — zapytał Van Stiller.
— W Maracaibo byliśmy okrążeni w domu notariusza, a mimo to udało nam się wyjść z tego bez szwanku.
— Zgadza się — odparł Czarny Korsarz. — Tyle tylko, że to nie jest dom notariusza i nie ma tutaj żadnego hrabiego Lermy, który mógłby nam pomóc.