— A więc zadyndamy? Gdyby tak Franciszek l’Olonnais pośpieszył nam na ratunek!

— Pewnie jest jeszcze zajęty łupieniem Maracaibo — odpowiedział Czarny Korsarz. — Póki co nie możemy na niego liczyć.

— Myślicie, że jest stąd jakaś droga ucieczki?

— Nie mam pojęcia — odparł Carmaux.

— Kapitanie, czy Franciszek l’Olonnais jeszcze długo zabawi w Maracaibo?

— Właściwie to powinien już tu być. Ale dobrze znasz jego chciwość, pewnie podążył za Hiszpanami, którzy uciekli z miasta i pochowali się w lasach.

— Kapitanie, ale umówiłeś się z nim przecież.

— Tak, jesteśmy umówieni przy ujściu rzeki Catatumbo albo Suany — odpowiedział Czarny Korsarz. — Miejmy nadzieję, że wkrótce się tam zjawi.

— Ale ile mamy czekać?

— Do stu piorunów! Nie zasiedzi się chyba w Maracaibo całymi miesiącami! Przecież w jego interesie jest jak najszybciej zaatakować Gibraltar!