— Tak, wiem.
— Nie trać wiary, zobaczysz, że się zjawi, i to całkiem szybko.
— Tylko żeby zdążył przed naszą śmiercią... Myślisz, że Van Gould odpuści i zostawi nas żywych na tym wierzchołku? Nie, mój drogi, urządzi obławę i zrobi wszystko, żeby nas schwytać, zanim nasi kamraci przyjdą nam z pomocą. Za bardzo mnie nienawidzi, żeby dać sobie spokój i pozwolić mi żyć. Być może nawet już teraz zarzucił na jakieś drzewo sznur, który będzie chciał zacisnąć na mojej szyi.
— Nie wystarczyła mu śmierć Czerwonego i Zielonego Korsarza? Ten nikczemnik jest jak wściekły pies.
— Nie, najwyraźniej nie wystarczyła — odpowiedział ponurym głosem Czarny Korsarz. — On chce zetrzeć z powierzchni ziemi wszystko, co się wiąże z moją rodziną. Ale dopóki żyję, nie tracę nadziei, że uda mi się pomścić moich braci. Być może Franciszek l’Olonnais jest już niedaleko, i jeśli wytrzymamy kilka dni, zdąży nam przyjść na ratunek. A Van Gould zapłaci w końcu za swoje zdrady i zbrodnie.
— Co zamierzasz zrobić, kapitanie? — zapytali dwaj piraci.
— Trzeba będzie jak najdłużej stawiać opór.
— Tutaj? — zapytał Carmaux.
— Tak, na szczycie tego wzgórza.
— Trzeba będzie się okopać.