— Co jest? — zapytał go szeptem Czarny Korsarz, zatrzymując się tuż za jego plecami.

— Słyszałem odgłos łamiącej się gałązki — wyszeptał bardzo niewyraźnie pirat.

— Gdzieś w pobliżu?

— Nieopodal.

— Myślisz, że to jakieś zwierzę?

— Trudno powiedzieć.

— Czy może jakiś zwiadowca czy wartownik?

— Jest zbyt ciemno, żeby coś zobaczyć, kapitanie.

— Zatrzymajmy się na kilka minut.

Położyli się wszyscy trzej wśród traw i korzeni, po czym, wstrzymując oddech, zaczęli nasłuchiwać. Po kilku chwilach pełnego niepokoju oczekiwania usłyszeli dwóch ludzi, którzy szli w ich kierunku i rozmawiali po cichu: