Następnie zagrzmiały dwa strzały z muszkietu.

— Do diabła z wami! — krzyknął Carmaux, kiedy jedna kula złamała mu wiosło.

— Trzymaj drugie wiosło.

— Do stu piorunów! — wykrzyknął Van Stiller.

— Co się dzieje?!

— Jakaś inna szalupa ruszyła za nami w pogoń, kapitanie.

— Zajmijcie się wiosłowaniem, a ja będę strzelał, nie pozwolę im się zbliżyć — odparł z przekonaniem Czarny Korsarz.

Tymczasem na szczycie wzniesienia nadal było słychać wystrzały z muszkietów. Prawdopodobnie Hiszpanie, kiedy dotarli do zbudowanych z ciernistych gałęzi i kamieni okopów, zatrzymali się w obawie przed pułapką.

Zamaszyście wiosłujący piraci odbili szybko od brzegu w kierunku ujścia rzeki Catatumbo, oddalonego o jakieś pięć mil. Odległość była spora, jednakże przy odrobinie szczęścia — gdyby żołnierze pełniący straż na karaweli nie zauważyli, co się dzieje na południowym brzegu wysepki — istniała szansa, że umkną pogoni.

Dwaj przechytrzeni Hiszpanie wrzeszczeli wniebogłosy, wołając o pomoc swoich rodaków. W sukurs przyszła im kolejna szalupa, co jednak trwało dłuższą chwilę. Czas ten wykorzystali piraci, by oddalić się na około sto jardów.