Czarny Korsarz był chyba ostatnią osobą, którą Franciszek l’Olonnais spodziewał się zobaczyć na tej bezludnej plaży. Był przekonany, że ten przemierza jeszcze niedostępną puszczę i mokradła w pogoni za gubernatorem. Co więcej — stracił już nadzieję, że będzie walczył z nim ramię w ramię o Gibraltar.
Kiedy kamraci opowiedzieli mu o swoich przygodach, rzekł:
— A niech mnie kule biją! Drogi przyjacielu, masz prawdziwe utrapienie z tym Van Gouldem. Mam nadzieję, że tym razem to mnie się poszczęści i że to ja dostanę go w swoje ręce. Otoczymy Gibraltar i odetniemy mu drogę ucieczki, na wypadek gdyby chciał umknąć morzem. Powiesimy go na maszcie twojej „Błyskawicy”, obiecuję ci to.
— Mam wątpliwości, czy znajdziemy go w Gibraltarze — odparł na to Czarny Korsarz. — On wie, że zamierzamy szturmować miasto, ma świadomość, że przeszukam każdy dom, byleby tylko go znaleźć i pomścić braci, dlatego właśnie wydaje mi się, że jego noga tam nie postanie.
— A nie mówiłeś, że popłynął karawelą hrabiego do Gibraltaru?
— Tak, ale sam wiesz, jaki z niego szczwany lis, bardzo możliwe, że później zmienił kurs, żeby nie dać się złapać w mieście.
— To prawda — powiedział Franciszek l’Olonnais, po czym zasępił się. — Ten przeklęty książę jest sprytniejszy od nas i być może rzeczywiście nie chciał się narażać i zamiast do Gibraltaru popłynął na wschodnie brzegi jeziora. Słyszałem, że ma krewnych i duże posiadłości ziemskie w Hondurasie, w Porto Cavallo, i być może będzie chciał szukać schronienia właśnie tam.
— Sam widzisz, mój drogi, że urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.
— Ale prędzej czy później odpuści. Ach, gdybym tylko miał pewność, że schronił się w Porto Cavallo, ani chwili bym się nie wahał i z miejsca ruszyłbym w ślad za nim. To miasto zasługuje na odwiedziny i jestem przekonany, że wszyscy piraci z Tortugi popłynęliby ze mną, wiedząc, ile jest tam bogactw, które mogłyby wypełnić ich sakiewki. Jeśli nie znajdziemy go w Gibraltarze, wówczas zastanowimy się, co robić dalej. Obiecałem, że ci pomogę. Nie zdarzyło się, od kiedy się znamy, żeby Franciszek l’Olonnais nie dotrzymał słowa.
— Dziękuję, bardzo na to liczę. A gdzie jest moja „Błyskawica”?