— Tak, kapitanie — powiedział Carmaux. — Te błyski pochodzą ze statków i łodzi. Franciszek l’Olonnais rozpoczął natarcie.
— Szybko, za mną, dobijmy do brzegu i rozpalmy na plaży ognisko, żeby po nas przypłynęli.
Carmaux i Van Stiller chwycili za wiosła i zaczęli energicznie wiosłować w kierunku brzegu, który był oddalony o około cztery mile.
Pół godziny później trzej piraci schodzili na ląd w oddalonej o około trzydzieści mil od Gibraltaru małej zatoce, jednak wystarczająco rozległej, żeby mógł do niej wpłynąć tuzin małych żaglowców.
Wyciągnęli szalupę na brzeg, zebrali chrust i liście, po czym rozpalili ogromne ognisko, które widać było na przynajmniej dziesięć mil.
Świetlne punkty robiły się coraz większe, coraz szybciej płynęły w ich kierunku.
— Przyjaciele — wykrzyknął Czarny Korsarz, który wszedł na przybrzeżną skałę. — To flotylla Franciszka l’Olonnais.
Rozdział XXXIV. Franciszek l’Olonnais
Około drugiej w nocy cztery żaglowce zwabione słupem ognia wpłynęły do niewielkiej zatoki i zarzuciły kotwicę.
Znajdowało się w nich stu dwudziestu piratów, którym przewodził Franciszek l’Olonnais. Stanowiły one awangardę123 flotylli, a jej zadaniem było odbić Gibraltar z rąk Hiszpanów.