— Hrabia Lermy — odpowiedział Czarny Korsarz.

— Co za dobry człowiek! Jeśli na niego trafimy w Gibraltarze, to go oszczędzimy, prawda, Van Stillerze?

— Potraktujemy go jak jednego z nas, jak kogoś z Bractwa Wybrzeża — odpowiedział hamburczyk.

— Płyniemy do brzegu, kapitanie?

Czarny Korsarz nie odpowiedział. Nagle wstał i spojrzał w kierunku południa, uważnie lustrując wzrokiem linię horyzontu.

— Przyjaciele — zwrócił się do dwóch piratów tonem zdradzającym pewien niepokój — czy niczego nie widzicie w oddali?

Dwaj piraci powstali, spoglądając we wskazanym kierunku. Tam, gdzie linia horyzontu zlewała się z wodami rozległego jeziora, widać było pojedyncze błyski, podobne do małych gwiazd. Człowiek, który nie spędził połowy życia na morzu, pewnie pomyliłby je z gasnącymi o świcie gwiazdami, lecz doświadczony wilk morski nie mógł mieć wątpliwości.

— To salwy ognia armatniego — powiedział Carmaux.

— To działa na statku — dodał hamburczyk.

— Czyżby więc Franciszek l’Olonnais przypuszczał atak na Gibraltar? — zastanawiał się na głos Czarny Korsarz, a jego oczy rozgorzały żywym ogniem. — Jeśli to prawda, to zdążę się jeszcze zemścić za śmierć moich braci.