Nie było to zwyczajne umocnienie, ale prawdziwy fort, otoczony fosami, palisadą i kamiennym murem, z którego wystawało osiem dział.
Także Czarny Korsarz i Michał Bask wyglądali na mocno zaskoczonych.
— A to jeszcze twardszy orzech do zgryzienia od poprzedniego — powiedział Michał Bask do Czarnego Korsarza. — Nie będzie łatwo przedostać się przez równinę.
— Ale odwrót też przecież nie wchodzi w rachubę, biorąc pod uwagę, że Franciszek l’Olonnais zaczyna już oblegać główną twierdzę. Poza tym poczytano by nam to za tchórzostwo.
— Gdybyśmy chociaż mieli jakieś działo...
— Wykorzystamy to, które znajduje się na zdobytym przez nas stanowisku. Do ataku!
Czarny Korsarz, nie patrząc wcale, czy ktoś za nim biegnie, rzucił się z impetem przed siebie.
W pierwszej chwili piraci się zawahali. Widząc jednak, że zaraz za Czarnym Korsarzem pobiegli do ataku także Michał Bask, Van Stiller, Carmaux i Moko, otrząsnęli się z wątpliwości i ruszyli przed siebie, wnosząc na całe gardło bojowe okrzyki.
Hiszpanie broniący fortu odczekali, aż piraci podejdą na odległość mniej więcej tysiąca kroków, po czym rozpoczęli ostrzał.
Jego efekt okazał się tragiczny w skutkach. Zaczęła się prawdziwa rzeź. Wszyscy ci, którzy biegli w pierwszym szeregu, padli od razu trupem. Pozostali z kolei przestraszyli się i zaczęli się wycofywać, pomimo zagrzewających do walki okrzyków dowódców.