Kilka oddziałów próbowało się jeszcze przegrupować, ale i one musiały ustąpić pod naporem nieprzyjacielskiego ostrzału i rozpocząć odwrót w kierunku mokradeł.
Czarny Korsarz jednak się nie wycofał. Uformował niewielki, składający się z tuzina ludzi oddział, który zasilili między innymi Carmaux, Van Stiller i Moko. Postępowali naprzód truchtem, chowając się w porastających boki równiny krzewach, aż przedostali się do samego podnóża wzniesienia.
Wtedy też dobiegły ich odgłosy kanonady z dwóch twierdz broniących dostępu do Gibraltaru. Było już pewne: piraci pod wodzą Franciszka l’Olonnais przystąpili do oblężenia.
— Przyjaciele! — wykrzyknął. — Franciszek l’Olonnais szturmuje miasto. Naprzód, moje dzielne wilki morskie!
— Idziemy wziąć udział w kolejnym przyjęciu — powiedział Carmaux.
— Miejmy nadzieję, że na tamtym zatańczą tak, jak my im zagramy.
Choć wszyscy byli śmiertelnie zmęczeni, zaczęli wspinać się po zboczu, karczując tarasujące im drogę krzaki i osty.
Dwie potężne twierdze broniące dostępu do Gibraltaru rozpoczęły kanonadę: Hiszpanie zauważyli natarcie Franciszka l’Olonnais i przystąpili do desperackiej obrony. Na ostrzał z dział piraci pod wodzą tegoż odpowiadali okrzykiem bojowym, być może chcieli dać do zrozumienia nieprzyjacielowi, że było ich więcej niż w rzeczywistości. Nie mając muszkietów do obrony, chcieli przestraszyć obrońców twierdzy swoimi okrzykami.
Kule armatnie spadały gdzie bądź, docierały nawet do samego podnóża wzniesienia. Potwornie świszczały, przelatując nad głowami, a poza tym ścinały roślinność i stuletnie drzewa, które waliły się z łoskotem na ziemię.
Czarnemu Korsarzowi bardzo zależało, żeby jak najszybciej dołączyć do szturmu i wesprzeć w walce Franciszka l’Olonnais. Szczęśliwie udało mu się znaleźć przetarty szlak, dzięki czemu w ciągu niespełna pół godziny znalazł się na tyłach jego oddziałów.