Na głównym placu miasta zastał Franciszka l’Olonnais. Dowódca, w otoczeniu piratów, którzy zgonili na plac wielu mieszkańców miasta, pochłonięty był ważeniem złota znoszonego przez jego wiernych kamratów ze wszystkich stron.

— Na mą brodę! — wykrzyknął pirat na widok Czarnego Korsarza. — Myślałem, że już jesteś daleko stąd i właśnie wieszasz Van Goulda na gałęzi! Nie wyglądasz na uradowanego, przyjacielu.

— Masz słuszność.

— Jakie wieści?

— Van Gould zmierza właśnie w stronę nikaraguańskich wybrzeży.

— Uciekł ci?! Może to diabeł wcielony? Na mą brodę! To prawda?

— Tak, Piotrze. Zdrajca zamierza schronić się w Hondurasie.

— W takim razie, co zamierzasz?

— Przyszedłem ci oznajmić, że wracam na Tortugę, by zorganizować kolejną wyprawę.

— Beze mnie?! Jak to tak?