Czarny Korsarz, który już chciał porwać dziewczynę w ramiona, stanął jak wryty, po czym gwałtownie odwrócił w stronę Katalończyka, który patrzył na dziewczynę zagubionym wzrokiem. Pirat zapytał nieludzkim głosem:
— Co powiedziałeś? Mów albo cię zabiję!
Katalończyk nie odezwał się słowem. Pochylony do przodu, spoglądał w milczeniu na księżniczkę, która cofała się powoli, zataczając się, jakby ktoś ugodził ją sztyletem prosto w serce.
Przez kilka chwil na mostku panowała cisza, przerywana tylko przez łoskot fal uderzających o burty. Stu dwudziestu marynarzy wstrzymało oddech. Spoglądali to na księżniczkę, która wciąż się cofała, to na kapitana, który stał nad Katalończykiem, zaciskając pięści.
Wszyscy czuli podskórnie, że stało się coś strasznego.
— Mów! — powtórzył zduszonym głosem Czarny Korsarz. — Mów! To rozkaz.
— To... to córka Van Goulda — wydusił z siebie Katalończyk, przerywając złowrogie milczenie.
— Znasz ją?
— Znam.
— Przysięgnij, że to ona!