Obydwoje weszli do kajuty. Tam Flamandka ponownie się zatrzymała. Cała jej odwaga naraz ją opuściła i dziewczyna bezwładnie opadła na krzesło.

Czarny Korsarz zamknął drzwi i krzyknął do niej urywanym głosem:

— Nieszczęsna!

— Tak — cicho wyszeptała dziewczyna. — Jestem nieszczęsna.

Zapadła cisza, przerywana tylko głuchym łkaniem księżniczki.

— Przeklęta przysięga! — odezwał się zrozpaczony Czarny Korsarz — Jesteś córką Van Goulda! A ja przysięgłem mu nienawiść po wsze czasy! Jesteś córką zdrajcy, który zamordował moich braci! Boże jedyny! To straszne!

Przerwał na chwilę, po czym kontynuował z pasją:

— Przecież wiesz, że przysięgłem zabić wszystkich, którzy mają pecha należeć do rodziny mojego śmiertelnego wroga! Przysięgałem to w noc, gdy pochowałem trzeciego brata, którego powiesił twój ojciec. Bóg, morze i moi marynarze są mi świadkami. A teraz za te słowa przyjdzie zapłacić jedynej kobiecie, którą w życiu szczerze kochałem, ponieważ ty, pani, musisz umrzeć!

— Niech więc tak będzie! — odpowiedziała. — Zabij mnie! Los chciał, by mój ojciec stał się zdrajcą i mordercą. Zabij mnie, ale zrób to własnymi rękoma. Umrę szczęśliwa, wiedząc, że ginę z ręki człowieka, którego do głębi kocham.

— Ja miałbym cię zabić? — wykrzyknął Czarny Korsarz, cofając się z przestrachem. — Ja? Nie... nie... zabić ciebie? Nie zrobię tego! Nie mógłbym. Spójrz!