— Dotrzymać przysięgi — odparł cicho.
— Kto zejdzie do szalupy?
— Córka zdrajcy.
— Kapitanie!
— Cisza! Moi bracia na nas patrzą. Macie usłuchać! To rozkaz! Na tym statku panuje tylko wola Czarnego Korsarza.
Nikt jednak nie ruszył się z miejsca, by spełnić jego żądanie. Załoga, która przecież nie składała się z pierwszych lepszych majtków, ale ludzi dumnych i silnych tak samo jak ich kapitan, którzy z desperacką odwagą nadstawiali karku w wielu potyczkach, teraz w tej tragicznej chwili stała jak wrośnięta w ziemię, przykuta do miejsca wszechogarniającym strachem.
Czarny Korsarz podniósł głos:
— Wilki morskie! Winniście mi posłuszeństwo!
Z szeregu wystąpił kwatermistrz, gestem nakazując kilku marynarzom, by poszli za nim. Razem opuścili na morze szalupę, tuż obok trapu zawieszonego na prawej burcie, i wrzucili do niej suchy prowiant; zrozumieli już bowiem, co Czarny Korsarz zamierzał uczynić z nieszczęsną córką Van Goulda.
Gdy tylko łódź znalazła się na wodzie, z kajuty w nadbudówce wyszła Flamandka.