— To Baskowie — potwierdził Carmaux. — Widzę, jak błyszczą im navajas u pasa.
— Ty zajmij się tymi dwoma po lewej, ja biorę na siebie tych z drugiej strony — rozkazał Czarny Korsarz. — A ty, Moko, zajmij się moim bratem, weź ciało i wynieś je stąd. I zaczekaj na nas na skraju dżungli.
Baskowie ściągnęli serape i owinęli nimi lewe ramiona, po czym wyciągnęli długie noże o ostrzu tak ostrym, jak klinga szpady.
— Czyli jednak! — powiedział Bask, którego Carmaux poturbował w karczmie. — Nie pomyliliśmy się.
— Z drogi! — krzyknął Czarny Korsarz i wysunął się przed swoich kamratów.
— Wolnego, caballero — odparł Bask i postąpił krok naprzód.
— Czego chcesz?
— Zaspokoić naszą ciekawość.
— To znaczy?
— Dowiedzieć się kim jesteś, caballero.