— W tej chwili niczego. Ubierz się w swoje szaty, ale siedź cicho, bo w przeciwnym razie spełnimy groźbę.
Notariusz usłuchał, lecz był tak wystraszony, że dygotał na całym ciele, i Carmaux zmuszony był mu pomóc.
— Zwiąż go teraz — rozkazał Czarny Korsarz — ale uważaj, by ci nie uciekł!
— Odpowiadam za niego, jak za siebie samego, kapitanie. Tak go zwiążę, że nawet palcem nie ruszy.
Pirat zabrał się do roboty. Czarny Korsarz tymczasem otworzył okno wychodzące na ulicę, by móc obserwować to, co się dzieje na zewnątrz.
Wszystko wskazywało na to, że żołnierze oddalili się, nie było bowiem już słychać ich pokrzykiwań, tu i ówdzie tylko można było dostrzec zaalarmowanych wrzawą mieszkańców, którzy wyglądali przez pobliskie okna i dyskutowali ze sobą podniesionymi głosami.
— Słyszeliście? — krzyczał tęgi jegomość z długim arkebuzem36 w ręku. — Mówią, że piraci odważyli się napaść na miasto.
— To niemożliwe — odpowiedziały mu liczne głosy.
— Słyszałem krzyczących żołnierzy.
— Przegonili ich?