— Jestem biednym człowiekiem.
— Akurat! Biednym człowiekiem, który posiada dom, gdy ja nie mam nawet własnego łóżka — zaszydził Carmaux. — Szczwany lisie! Martwisz się o swoje pieniądze!
— Nie mam pieniędzy, wasza wielmożność.
Carmaux wybuchnął śmiechem.
— Pirat stał się wielmożą! Ależ ten człowiek to najweselszy kompan, jakiego dotychczas poznałem!
Starzec spojrzał na niego spode łba, ale starał się nie dać po sobie poznać, że poczuł się urażony.
— Do rzeczy! — powiedział groźnym tonem Czarny Korsarz. — Czym się zajmujesz w Maracaibo?
— Jestem skromnym notariuszem, panie.
— Doskonale. Zatrzymamy się w twoim domu, skromny notariuszu, i zostaniemy w nim tak długo, jak to będzie konieczne. Nie skrzywdzimy cię, lecz jeśli nas zdradzisz, skrócimy cię o głowę. Zrozumiałeś?
— Czego wy ode mnie chcecie... — załkał nieszczęśnik.