— Wy zostaniecie ze mną, a ty, mój dzielny Afrykańczyku, wejdź do góry i zobacz, czy nie ma tu czasem poddasza, przez które możemy uciec na dach.

Po tych słowach otworzył okiennice, wychylił się przez okno i uprzejmie zapytał:

— Czego sobie życzysz?

Porucznik stanął jak wryty. Zupełnie się nie spodziewał, że zamiast notariusza zobaczy mężczyznę o budzącym postrach wyglądzie i w kapeluszu z piórem na głowie.

— Kim jesteś? — zapytał po chwili. — Szukam notariusza.

— Ja odpowiadam w jego imieniu, gdyż on chwilowo nie może cię przyjąć.

— Na rozkaz gubernatora, otwórz!

— A co, jeśli nie otworzę?

— W takim wypadku nie odpowiadam za konsekwencje. Dziwne rzeczy dzieją się w tym domu, szlachetny panie, i mam rozkaz wybadać, co się stało z panem Pedrem Conxeviem, jego sługą, i wujem, hrabią z Lermy.

— Jeśli chcesz wiedzieć, powiem ci, że wszyscy oni znajdują się obecnie w tym domu, żywi, a nawet w dobrym nastroju.