— Sprowadź ich na dół.

— To niemożliwe — odparł Czarny Korsarz.

— Wykonaj rozkaz albo wyważę drzwi.

— Proszę bardzo, ale ostrzegam was, ze za drzwiami kazałem umieścić beczkę pełną prochu, i przy pierwszej próbie ich forsowania podpalę lont i wysadzę w powietrze dom razem z notariuszem, panem Conviexem, jego sługą i hrabią z Lermy. Jeśli nie brak wam odwagi, to śmiało!

Na te słowa, wypowiedziane tak chłodnym i stanowczym tonem, który nie pozostawiał cienia wątpliwości, że to nie przelewki, żołnierzom przeszły po plecach ciarki, a zgromadzona wokół ciekawska czereda rozpierzchła się w obawie, że groźbie stanie się zadość i zaraz wszystko wyleci w powietrze. Nawet porucznik cofnął się instynktownie.

Czarny Korsarz stał w oknie i się nie ruszał, zupełnie jakby cała sytuacja go nie dotyczyła. Nie spuszczał jednak z oczu żołnierzy, podczas gdy stojący za nim Carmaux i Van Stiller bacznie przyglądali się sąsiadom, którzy tłumnie wylegli na tarasy i balkony.

— Kim jesteś? — odezwał się w końcu porucznik.

— Człowiekiem, który nie lubi, gdy byle kto go niepokoi, nawet jeśli to oficer w służbie gubernatora — odparł na to Czarny Korsarz.

— Żądam, abyś wyjawił swoje imię.

— Nie mam na to ochoty.