— Jakie?

— Wycofasz żołnierzy.

— A potem?

— Dostarczysz mnie i moim towarzyszom podpisaną przez gubernatora przepustkę, która pozwoli nam bez szwanku opuścić miasto i zagwarantuje, że nie będą nas ścigać patrolujące okolice oddziały.

— Kim jesteś, że potrzebujesz przepustki? — zapytał porucznik, którego zdumienie rosło proporcjonalnie do nabieranych podejrzeń.

— Szlachcicem zza oceanu — odparł na to Czarny Korsarz z właściwą dla szlachcica dumą.

— Jeśli to prawda, to nie potrzebujesz przepustki, aby opuścić miasto.

— Wprost przeciwnie.

— A więc masz na sumieniu jakąś zbrodnię. Wyjaw mi swoje imię, panie.

W tej chwili do porucznika zbliżył się mężczyzna. Głowę miał owiniętą zakrwawioną chustą, poruszał się z trudem i utykał na jedną nogę.