Swe własne niemowlęta rzuciły. Wesoło

Bluszczami i powojem uwieńczą swe czoło

I liśćmi dębowymi, a jedna z gromady

O skalną ścianę tyrsem uderzy. W te ślady

Zdrój wody z niej wytrysnął. A zaś kiedy druga

Dotknęła zapaliczką ziemi, wina struga

Spłynęła jej za boską przyczyną. Bez znoju,

Gdy której się białego zachciało napoju,

Świeżutkie miała mleko, rękami wątłemi

Co nieco pogrzebawszy po powierzchni ziemi.