Do skał kithajronowskich myśmy się dostali —

To znaczy, ja i Penthej, któremu w tej drodze

Towarzyszyłem właśnie, panisku-niebodze,

I on, ten cudzoziemiec, wiodący nas obu

Na ową uroczystość. Pamiętni sposobu,

Nasamprzód do zielonej wkroczyliśmy hali:

Stąpając po cichutku, ledwieśmy szeptali,

By widzieć, niewidziani. W drzew jodłowych cieni

Spadzisty jar lśnistymi źródłami się mieni.

W tych cieniach, u tych siklaw, nad krynic zwierciadły69