Swobodnie się menady przy pracy rozsiadły

Przemiłej: jedne pręty tyrsowe maiły,

Ogołocone z bluszczu, inne wieńce wiły,

A inne znów skakały niby klacze młode,

Od wozów na rozkoszną puszczone swobodę.

Bachantek wtór rozbrzmiewał naokół. I wtedy

Ten biedny mój Pentheus, nie mogąc czeredy

Niewieściej dojrzeć dobrze, powie: «Stąd, gdzie stoję,

Przybyszu mój kochany, chyba oczy moje

Nie mogą, jak by chciały, ogarnąć gromady