Spuścili na dół oczy i wojsko się widzi,

Jak wryte, stało w miejscu, w jednym zbite rzędzie.

I kapłan się pomodli i miecza dobędzie

I szyi się przygląda, gdzie by mógł tym mieczem

Ugodzić jak najlepiej. I w mym sercu człeczem

Ból zrodził się niemały. Czekałem bez ruchu,

Gdy nagle cud się zjawił. Dla każdego słuchu

Wyraźne było każde uderzenie noża,

Dziewica zaś jak gdyby znikła gdzieś w przestworza...

Wtem głośno wrzasnął kapłan, a śladem kapłana