— Padł — powiedziała matka Bambiego, drżąc.
— Pierwszy... — dodał Ronno.
Marena, młoda dziewczyna, powiedziała:
— W tej godzinie wielu z nas umrze. Może i ja będę między nimi.
Nikt jej nie słuchał. Teraz nastąpiła wielka groza.
Bambi usiłował myśleć. Ale szalejąca wrzawa, którą ON potęgował coraz bardziej i bardziej, przerywała każdą myśl. Bambi nie słyszał nic prócz tej wrzawy, która oszołamiała zupełnie, a pośród tego wycia, huku i trzasku słyszał bicie własnego serca. Czuł tylko ciekawość i nie wiedział wcale, że drży na całym ciele.
Od czasu do czasu matka powtarzała mu do ucha:
— Bądź tylko przy mnie.
Krzyczała, ale w tej wielkiej wrzawie zdawało mu się, że szepcze.
To „bądź tylko przy mnie” stanowiło dla niego oparcie. Trzymało go mocno, jak na łańcuchu, inaczej byłby już dawno pobiegł przed siebie. Słyszał te słowa zawsze właśnie w chwili, kiedy już tracił panowanie nad sobą i chciał uciekać.