— To źle — odpowiedział Ronno pogardliwie — to źle, że masz tak mało cierpliwości. To bardzo źle dla ciebie, mój mały. Ale bądź spokojny, z tobą dam sobie szybko radę. Nie będziesz musiał długo czekać. A może zapomniałeś już, jak często cię odpędzałem?
Po tym przypomnieniu nie istniały już dla Bambiego słowa ani hamulce. Jak szalony rzucił się na Ronna, który przyjął go z pochyloną głową. Z trzaskiem zwarli się ze sobą.
Ronno stał mocno i dziwił się, że Bambi nie cofnął się przed nim. Stropiła go przy tym ta nagła napaść, gdyż nie spodziewałby się nigdy, że Bambi zaatakuje go pierwszy. Z niechęcią obserwował olbrzymią silę Bambiego i przyznawał w duchu, że musi się mieć na baczności. Kiedy tak stali, zwarci czołem o czoło, postanowił zastosować podstęp. Cofnął się nagle, aby Bambi stracił równowagę i upadł w przód.
Ale Bambi uniósł się na tylne nogi i natychmiast rzucił się znowu ze zdwojoną mocą na Ronna, zanim jeszcze przeciwnik jego zdążył przybrać mocną pozycję. Rozległ się głośny trzask, gdyż jeden ząb korony Ronna ułamał się. Ronno sądził, że jego czoło zostało zmiażdżone. Iskry zamigotały mu przed oczyma, zaszumiało mu w uszach.
W następnej chwili potężny cios rozdarł mu ramię. Stracił dech, leżał na ziemi, a Bambi stał nad nim wściekły.
— Puść mnie — jęknął Ronno.
Bambi rzucił się na niego na oślep. Oczy jego miotały skry. Nie myślał widocznie o litości.
— Proszę cię... przestań... — błagał Ronno żałośnie. — Wiesz przecież, że kuleję... żartowałem tylko przedtem... oszczędź mnie... czyż nie znasz się na żartach?...
Bambi wypuścił go bez słowa.
Ronno wstał z wysiłkiem. Krwawił mocno i chwiał się na nogach. Bez słowa oddalił się szybko.