Nie wiedział wcale, że to krzyknął.

Ronno, który nie potrafił tak szybko biegać, gdyż utykał przecież, zatrzymał się.

— Patrzcie no — powiedział wyniośle — mój mały Bambi! Czy życzysz sobie czegoś ode mnie?

— Życzę sobie — powiedział Bambi spokojnie, ale głosem zmienionym zupełnie od hamowanej siły i opanowanego gniewu — życzę sobie, abyś dał spokój Falinie i wynosił się stąd natychmiast.

— I więcej nic? — zapytał Ronno szyderczo. — Co to się z ciebie zrobił za zuchwalec... nigdy bym się tego nie spodziewał...

— Ronno — powiedział Bambi bardzo cicho — pragnę tego dla twego dobra. Bo jeżeli nie odejdziesz natychmiast, będziesz potem co prawda bardzo pragnął biegać na swoich nogach, ale nie będziesz mógł biegać...

— Oho! — zawołał Ronno gniewnie. — Więc tak ze mną mówisz? Dlatego, że kuleję? Zresztą wcale tego nie widać. A może ci się zdaje, że i ja się ciebie boję, dlatego że Karus był takim nędznym tchórzem? Radzę ci po dobremu...

— Nie, Ronno — przerwał mu Bambi — to ja ci radzę! Odejdź stąd!

Głos jego drżał, gdy mówił dalej:

— Byłeś dla mnie zawsze dobry, Ronno. Uważałem cię za bardzo mądrego i miałem dla ciebie szacunek, ponieważ jesteś o wiele starszy ode mnie. Mówię ci teraz po raz ostatni: odejdź stąd... moja cierpliwość już się skończyła!...