Napaść była niepowstrzymana i Karus leżał na trawie, zanim się właściwie spostrzegł, co się z nim dzieje.
Błyskawicznie poderwał się z ziemi, ale zaledwie stanął znowu na nogach, trafił go nowy cios.
— Bambi! — krzyknął i chciał jeszcze raz krzyknąć: — Bam... — ale trzecie uderzenie, które ześlizgnęło się z jego łopatki, omal go nie powaliło.
Karus skoczył w bok, aby umknąć przed rozpędzającym się jeszcze raz Bambim. Uczuł się nagle dziwnie słaby. A jednocześnie przekonał się z przerażeniem, że jest to walka na śmierć i życie. Ogarnął go zimny lęk. Rzucił się do ucieczki, a z milczenia Bambiego, który pędził tuż za nim, Karus poznał, że Bambi, nieprzytomny, gniewny i nieubłagany, zdecydowany jest niezłomnie zabić go. To go zupełnie pozbawiło panowania nad sobą. Zboczył z drogi, resztkami sił rzucił się w krzaki, nie pragnął już niczego, nie myślał już o niczym łaknąc jednego tylko: zmiłowania i wybawienia.
Nagle Bambi przerwał gonitwę i przystanął.
Karus w swoim lęku wcale tego nie zauważył i pędził dalej na przełaj przez krzaki co sił w nogach.
Ale Bambi zatrzymał się, gdyż usłyszał ciche wołanie Faliny. Począł nasłuchiwać. Falina zawołała znowu, lękliwie, z udręką.
Bambi zawrócił natychmiast i pomknął z powrotem.
Kiedy przybył na łąkę, spostrzegł właśnie, jak Falina, ścigana przez Ronna, umknęła w krzaki.
— Ronno! — krzyknął Bambi.