— Jeżeli mnie o to ładnie poprosisz... — powiedziała Falina wesoło.
— Proszę cię, Falino! Ukochana, piękna, droga Falino — zawołał Bambi, nie panując nad sobą — słyszysz? Proszę cię o to z całego serca!
— W takim razie stanowczo pozostanę przy tobie — powiedziała Falina łagodnie... i już jej nie było.
Bambi z zachwytem pomknął znowu za nią jak strzała.
Falina pędziła na przełaj przez łąkę, wykonała nagły zwrot i znikła w gęstwinie. Ale kiedy i Bambi wykonał zwrot, aby podążyć za nią, w krzakach rozległ się nagle potężny szum i wybiegł z nich Karus.
— Stój! — zawołał.
Bambi nie zrozumiał. Zbyt był zajęty Faliną.
— Przepuść mnie! — powiedział szybko. — Nie mam teraz czasu dla ciebie!
— Precz! — krzyknął na niego Karus z gniewem. — Natychmiast precz! Bo cię tak przepędzę, że dyszeć nie będziesz mógł! Zabraniam ci biegać za Faliną!
W Bambim zbudziło się wspomnienie ubiegłego lata, kiedy tak często i tak sromotnie bywał odpędzany. Natychmiast ogarnęła go wściekłość. Nie powiedział ani słowa, lecz z miejsca rzucił się na Karusa z pochyloną koroną.