„Chętnie bym z nim pomówił... taki jest sympatyczny... Jakie to głupie, że nigdy ze sobą nie rozmawiamy!”
I w zadumie spoglądał przed siebie.
„Jestem niczym — powiedział sobie Bambi w duchu. — Ci krewniacy zachowują się zawsze tak, jakby byli sami tylko na świecie!”
„Ale co mam do niego powiedzieć? — zastanawiał się jeleń. — Nie mam w tym wprawy... powiem jakieś głupstwo i ośmieszę się... On jest z pewnością bardzo mądry”.
Bambi opanował się i stanowczym wzrokiem spojrzał na jelenia.
„Jaki on jest cudowny!” — pomyślał z rozpaczą.
„No... może kiedy indziej...” — postanowił jeleń i odszedł niezadowolony, ale wyniosły.
Bambi pozostał na polanie stropiony.
Rozdział 15
Las dymił pod prażącym słońcem. Od chwili kiedy wzeszło, wypiło wszystkie chmury aż do najmniejszego obłoczka na niebie i teraz panowało zupełnie samo na rozległym błękicie, który aż wyblakł z gorąca. Nad łąkami i nad wierzchołkami drzew powietrze drgało szkliście przejrzystymi falami, jak drga zwykle nad płomieniem. Nigdzie nie poruszał się listek, nigdzie źdźbło trawy.