— Nie — zawołał — nie uwierzę w to nigdy. Pan jest taki mądry. Wie pan wszystko, co się dzieje w lesie... niewątpliwie wie pan także, gdzie jest starzec.
Puszczyk, który siedział przedtem mocno nastroszony, ściągnął teraz pierze na ciele i stał się dziwnie szczupły.
— Naturalnie, że wiem — mruknął jeszcze bardziej cicho — ale nie wolno mi tego powiedzieć... naprawdę nie wolno mi...
Bambi począł prosić i nalegać:
— Ja pana nie zdradzę... Jakżebym zresztą mógł to zrobić, gdy tak bardzo pana poważam...
Puszczyk zamienił się znowu w piękną, miękką, szarobrunatną kulkę, wywrócił nieco swoje mądre, wielkie oczy, jak zwykle, kiedy się czuł zadowolony, i zapytał:
— Tak, tak? Więc poważa mnie pan naprawdę? A dlaczego?...
Bambi nie wahał się ani chwili.
— Ponieważ jest pan taki mądry — odpowiedział szczerze — a przy tym taki wesoły i taki uprzejmy. I ponieważ potrafi pan tak znakomicie przerażać innych. Bardzo to mądrze przerażać innych, tak, jest to niezmiernie mądre. Bardzo bym pragnął, abym i ja to potrafił. Byłoby to dla mnie nader korzystne.
Puszczyk zatopił dziób głęboko w puszku na piersi i był szczęśliwy.