Bambi zatrzymał się.

Ale starzec szedł dalej, prosto w kierunku tego zapachu.

Bambi z wahaniem skierował się za nim.

Podniecający zapach bił w nich coraz ostrzejszymi falami. Ale starzec szedł naprzód niepowstrzymanie.

W Bambim zbudziła się myśl o ucieczce, zadrgała w jego piersi, ogniem przemknęła mu przez głowę i członki i chciała porwać go ze sobą. Pohamował się siłą i szedł dalej tuż za starcem.

Wrogi zapach spotężniał teraz tak dalece, że nie czuło się już obok niego żadnej innej woni i niepodobna już było niemal oddychać.

— Tu! — powiedział starzec i ustąpił w bok.

Na zgniecionych liściach w zdeptanym śniegu leżał na ziemi ON, o dwa kroki od nich.

Stłumiony okrzyk przerażenia wyrwał się z piersi Bambiego. Nagłym skokiem rzucił się do upragnionej ucieczki. Był niemal nieprzytomny ze strachu.

— Stój! — usłyszał za sobą krzyk starca.