Stary skinął potakująco głową i powtórzył z dziwnym naciskiem:

— ON jest w lesie... musimy tam pójść...

— Dokąd? — wyrwało się Bambiemu.

— Tam — odpowiedział starzec, a głos jego był ociężały — tam, gdzie ON teraz jest.

Bambi przeraził się.

— Nie przerażaj się — mówił dalej starzec. — Chodź teraz ze mną i pozbądź się lęku. Jestem rad, że mogę cię tam zaprowadzić i pokazać ci to...

Zawahał się przez chwilę i dodał:

— ...zanim odejdę...

Bambi spojrzał na starca stropiony i zauważył nagle, jak zapadły był jego wygląd. Głowę miał teraz zupełnie białą, twarz wychudłą, w jego pięknych oczach zgasł dawny blask, miały one teraz matowy, zielony ton i wyglądały jak złamane.

Bambi i starzec nie zaszli daleko, kiedy uderzył im naprzeciw pierwszy powiew owego ostrego zapachu, który potrafił tchnąć w serce tyle groźby i przerażenia.