Rozmyślał też nad tym, co to może być właściwie to niebezpieczeństwo, o którym matka ciągle mówiła. Ale rozmyślanie zmęczyło go szybko; dokoła panowała cisza, słychać było tylko, jak powietrze gotowało się z gorąca.
I Bambi zasnął.
Rozdział 4
Kiedy pewnego wieczora wyszedł znowu z matką na łąkę, zdawało mu się, że znał już teraz wszystko, co było tam do widzenia i do słyszenia. Ale okazało się, że nie orientował się jeszcze w życiu tak dobrze, jak przypuszczał.
Na początku było zupełnie tak samo, jak za pierwszym razem. Bambi mógł się z matką bawić w gonitwę. Biegał bez przerwy w kółko, a rozległa przestrzeń, wysokie niebo, wolne powietrze tak go znowu oszołomiły, że był zupełnie jak szalony.
Po chwili jednak zauważył, że matka zatrzymała się. I Bambi więc zatrzymał się podczas biegu okrężnego, i to tak nagle, że cztery jego nóżki rozcapierzyły się z rozpędu. Aby osiągnąć przyzwoitą pozycję, podskoczył wysoko w powietrze i teraz dopiero stanął należycie.
Zdawało mu się, że matka rozmawiała z kimś, ale w wysokiej trawie niepodobna było odróżnić, kto to był. Bambi z zaciekawieniem pobiegł truchtem bliżej. Wtem w gmatwaninie trawy tuż przed matką poruszyło się dwoje długich uszu. Były szarobrunatne i pięknie przyozdobione czarnymi smugami.
Bambi zmieszał się, ale matka powiedziała:
— Chodź no tu, Bambi, to nasz przyjaciel, zając... Chodź spokojnie i pokaż się.
Bambi zbliżył się natychmiast.