— Mamo... Mamo...
Ale potem Gobo i Falina zatrzymują się; nie mają odwagi iść dalej.
Falina mówi:
— Po co? Mama wie, gdzie jesteśmy. Zostańmy więc tutaj, żeby nas znalazła, kiedy wróci.
Bambi idzie sam. Przedziera się przez gąszcz i dochodzi do małej polanki. Na środku tej polanki Bambi zatrzymuje się. Staje nagle jak przykuty i nie może się poruszyć z miejsca.
Tam, na skraju polanki, w wysokim krzaku leszczyny, stoi jakaś postać. Bambi nigdy nie widział takiej postaci. Jednocześnie powietrze przynosi mu zapach, jakiego nigdy jeszcze nie czuł. Jest to obcy zapach, ciężki i ostry i podniecający, doprowadzający do szaleństwa.
Bambi wpatruje się w tę postać. Jest ona dziwnie wyprostowana, dziwnie wąska i ma bladą twarz, która przy nosie i dokoła oczu jest zupełnie naga. Przeraźliwie naga. Okropna groza płynie z tej twarzy. Zimny strach. Twarz ta posiada jakąś potworną siłę, obezwładniającą siłę. Patrzeć w tę twarz — to męka nie do zniesienia, a jednak Bambi stoi w miejscu i nie odwraca od niej wzroku.
Postać stoi długo bez ruchu. Potem wysuwa jedną nogę, nogę, która jest zupełnie wysoko, tuż przy twarzy. Bambi wcale nie zauważył, że ta noga tam jest. Ale teraz, kiedy ta straszliwa noga wysuwa się prosto w powietrze, Bambi zostaje samym tym ruchem zmieciony jak puszek przez wiatr. Z błyskawiczną szybkością wpada z powrotem w gęstwinę, tam, skąd przyszedł. I biegnie.
Nagle i matka jest przy nim. Skacze obok niego przez krzaki i pnie. Biegną oboje, ile sił w nogach. Matka prowadzi, zna drogę, a Bambi pędzi za nią. Biegną tak, aż oboje stają przed swoją izbą.
— Widziałeś?... — pyta matka cicho.