— Dlaczego krzyczysz? — zapytał starzec surowo.
Bambi zadrżał z szacunku i nie śmiał odpowiedzieć.
— Twoja matka nie ma teraz czasu dla ciebie! — ciągnął starzec.
Bambi był zupełnie zmiażdżony tym władczym głosem, ale zarazem podziwiał go.
— Czy nie potrafisz być sam? Wstydź się!
Bambi chciał odpowiedzieć, że oczywiście potrafi być sam, że nieraz już bywał sam, ale nie mógł wydobyć głosu. Był posłuszny i wstydził się okropnie.
Starzec odwrócił się i zniknął. Bambi nie wiedział, jak i dokąd poszedł, nie wiedział, czy odszedł szybko czy wolno. Po prostu zniknął, tak samo nagle jak się zjawił.
Bambi nasłuchiwał z wytężeniem, ale nie słyszał oddalających się kroków, nie słyszał poruszanych w chodzie liści. Pomyślał więc, że starzec musi być jeszcze bardzo blisko, i począł węszyć na wszystkie strony, badając powietrze. Ale nie przyniosło mu ono jakiegokolwiek zapachu.
Bambi odetchnął z ulgą, gdyż był teraz znowu sam, ale jednocześnie uczuł silne pragnienie ujrzenia starca jeszcze raz i zdobycia jego zadowolenia.
Kiedy matka wróciła potem, nie wspomniał jej o tym spotkaniu. Nie wołał jej też więcej, gdy znowu znikła. Chodząc sam po lesie, myślał o starcu; pragnął gorąco spotkać go teraz. Powiedziałby do niego: