„Ach, co tam — pomyślał — nie potrzebuję wcale pytać matki. Przecież i stary książę rozmawiał ze mną, a ja wcale o tym matce nie opowiedziałem. Przemówię do księcia, spróbuję. Niech tamci widzą, jak ja z nim rozmawiam. Powiem do niego: »Dzień dobry, książę!«. O to przecież nie może być zły. A gdyby się rozzłościł, ucieknę szybko”.
Bambi walczył z decyzją, ciągle jeszcze nie mogąc się zdobyć na stanowczy krok.
W tej chwili książę wyszedł zupełnie z krzaku leszczyny na łąkę.
„Teraz...” — pomyślał Bambi.
Nagle huknął grzmot.
Bambi drgnął i nie wiedział, co się stało.
Zobaczył, jak stojący przed nim książę poderwał się w górę wielkim skokiem, a potem tuż obok niego szalonym pędem pomknął w las.
Bambi rozejrzał się dokoła zdrętwiały, grzmot ciągle jeszcze huczał mu w uszach. Zobaczył, jak po drugiej stronie łąki matka, ciotka Ena, Gobo i Falina uciekli szybko do lasu, zobaczył, jak przyjaciel zając umknął nieprzytomnie, zobaczył, jak bażant pobiegł przed siebie z wyciągniętą szyją, spostrzegł, że cały las zamilkł nagle — skupił się więc w sobie i skoczył z powrotem w gęstwinę.
Zrobił zaledwie kilka kroków, kiedy zobaczył księcia, leżącego przed nim na ziemi. Leżał bez ruchu. Bambi zatrzymał się przerażony, nie rozumiejąc, co to może znaczyć. Książę leżał skrwawiony i martwy, a łopatka jego rozdarta była szeroką raną.
— Nie zatrzymuj się! — zawołano nagle groźnie tuż obok niego.