— No, tak — odpowiedziała wrona — nadeszła już zima. A to jest śnieg.
— Niech pani wybaczy — rzekła sroka — ale ja dopiero w maju wyszłam z gniazda. Nie znam jeszcze zimy.
— Zdarza się to niejednemu — rzuciła wrona — już ją pani dobrze pozna.
— No, jeżeli to jest śnieg — powiedziała sroka — w takim razie usiądę trochę.
Spuściła się na gałąź olchy i otrząsnęła się.
Wrona ociężale pofrunęła dalej.
Bambi początkowo cieszył się na widok śniegu. Powietrze było ciche i łagodne, gdy białe gwiazdeczki płynęły w dal, a przy tym świat przybrał tak zupełnie nowy wygląd. Stał się jaśniejszy, nawet weselszy, jak sądził Bambi, a kiedy słońce ukazywało się na krótką chwilę, wtedy wszystko świeciło, wtedy biała powłoka migotała i promieniała tak silnie, że było się zupełnie oślepionym.
Niebawem jednak Bambi przestał się cieszyć śniegiem. Coraz trudniej bowiem było znajdować pożywienie. Trzeba było odgarniać śnieg i wiele kosztowało trudu, zanim się w ten sposób odsłoniło kawałeczek zwiędłej trawy. A przy tym zamarzły śnieg ciął w nogi i trzeba się było obawiać, że je porani. Gobo miał już rany na nogach. Co prawda Gobo w ogóle niewiele potrafił znieść i sprawiał tylko wieczne troski swojej matce.
Bywali teraz prawie ciągle razem i w ogóle więcej mieli towarzystwa niż dawniej. Pani Ena przychodziła teraz stale ze swymi dziećmi. Ostatnio bywała też w ich gronie Marena, prawie dorosła dziewczynka.
Najwięcej jednak rozrywki wnosiła stara pani Netla. Była to osoba zupełnie samotna, która na wszystko posiadała własne poglądy.