W kilka dni później po wyprowadzeniu się raz na zawsze Horocha z Wrzaw przechodziłem frontowym podwórzem opodal samych ścian dworku. Podwórze to zamienione już było w jeden wielki śmietnik, na którym poniewierały się całe stosy rozmaitych potarganych szpargałów. Schyliwszy się, podniosłem parę luźnie rozrzuconych świstków. Były to listy. Na jednym świstku, zaopatrzonym nagłówkiem „Kochany Kalciu”, wyczytałem między wierszami te wyrazy: „...o, gdyby każda matka dochowała się takiego syna, jakim mnie Bóg w dobroci niepojęty nagrodził...”. Jak zatem z tytułu i treści tych kilku możliwych jeszcze do odczytania słów łatwo odgadnąć, był to list matki Kaliksta Horocha, do niego pisany, a które to listy on jako relikwie przechowywał, snać nie przeczuwając, jakiego w końcu doczekają losu...

Nie znam bliżej dziejów życia Kaliksta Horocha, czym jednak był — wymowniej od wszelkich pisanych życiorysów mówi o nim obelisk120, tuż opodal ogrodu dworskiego na kurhanie przezeń podstawiony, na którym przechodzień odczyta takie napisy:

Pamięci

walecznych rodaków,

obrońców swobód ojczystych,

poległych w bitwie na tych polach,

stoczonej dnia 13 czerwca 1809

za czasów Księstwa Warszawskiego

pod wodzą księcia Józefa

Poniatowskiego,