Wyście nas na łonach
Swych wypiastowały
I potoku szumem
Pieśni nam śpiewały,
Wiatrami halnymi
Do snu kołysały”.
Na zakończenie przy spuszczonej kurtynie ustawiano na scenie grupami tych uczestników, którzy występami swymi tak rozentuzjazmowali publiczność. Mnie mimo wypraszania się wysunięto na środek pierwszego rzędu. Korzystając atoli z rozgorączkowania grupujących nas osób, począłem nieznacznie cofać się w tył, aż wcisnąłem się między ustawioną grupę tak, że z widowni nie mogłem być widziany. Już, już podnieść miano kurtynę, kiedy jeden z grupujących nas panów, spojrzawszy na ugrupowanych, zauważył, że mnie nie ma. Przybliżył się więc, rozsunął innych i grzecznie, ale stanowczo wyciągnął mnie i na nowo w pierwszym ustawił rzędzie.
Po teatrze udali się wykonawcy na obiad do Domu Akademickiego, mnie zaś zabrał do siebie p. Gajewski. Nadmienić wypada, że małżonka tegoż jest bliską krewną ponoś siostrzenicą jednego z najszlachetniejszych ludzi, jakich naród ruski wydał, nieodżałowanego poety Platona Kosteckiego155, autora znanej ongiś w całym kraju modlitwy:
„Wo imia Otca i Syna,
To nasza mołytwa,